Back to Ukształtowana Jego Ręką
Dark Romance · 18+

Rozdział 1: Układ 🌶️🌶️🌶️🌶️🌶️

Ukształtowana Jego Ręką· 5 min read ·May 12, 2026

Bluzka była rozpięta, stanik jeszcze na niej, ale koronkowe miseczki dawno się poddały — obie piersi wysypywały się ponad materiał, dwa miękkie pagórki drżące nad tkaniną za każdym razem, gdy w nią wchodził.
– Ah… ah… zwolnij – wydyszała z odchyloną głową, piersi podskakiwały do przodu, mięśnie między udami zaciskały się na nim bez jej woli.
Za nią ciężki, urywany oddech. – Czemu jesteś coraz ciaśniejsza? Rozluźnij się, Maleńka. – Głos miał zachrypnięty. – Nie wciągaj mnie tak, jakbyś umierała z głodu — chcę w tobie jeszcze trochę pobyć.
– Jaka ty gorąca w środku. Słyszysz? Cała mokra. – Jego kutas wchodził w nią tak głęboko, że mokry dźwięk był już nieprzyzwoity, tam gdzie się łączyli mlaskało i chlupotało.
– Mm — Oskar… – Oczy jej się zamgliły. Odepchnęła jego rękę. – Dopiero co skończyłam okres — nie możesz mnie tak ruchać — ah, ah! – Jej krzyk się zaostrzył, główka jego kutasa przejechała dokładnie po tym miejscu w środku, od którego widziała białe plamy.
Okres skończył się jej kilka dni temu. Pięć dni bez seksu. Dla Oskara Zaremby to było najwyraźniej o pięć dni za dużo, bo kiedy złapali ich korki w drodze do rezydencji, zaciągnął ją na tylne siedzenie, zanim zdążyła dokończyć protest.
Jego duże dłonie chwyciły ją za tyłek i rozsunęły, odsłaniając mokry, zarumieniony róż w całej okazałości. Pełne wargi były rozsunięte na boki, a ciasny otwór przyjmował grubego kutasa, wciągając go i wypuszczając jak mokre usteczka, które nie chciały puścić.
– Ah — mm… – Ręce miała płasko oparte o szybę, jej oddech parował szkło. – Nie mogę — boli — nie wytrzymam — ah! – Jęk przeszedł w ostry krzyk, kiedy wszedł w nią prosto do samego dna.
Warknął nisko, przyjemność szorstkła mu w gardle. Jedną ręką wykręcił jej pierś; brzuchem przylegał do jej tyłka, ich ciała złączone, każde pchnięcie tak mocne, że całe jej ciało szarpało się w przód i w tył. Sukienka zwinięta w pasie. Jej wąska talia przyjmowała uderzenia raz za razem.
Chwycił jej pełną pierś w dłoń, ugniatał i ściskał bez hamulców. – Kiedyś mieściła mi się w jednej ręce. Już nie. Wygląda na to, że urosła… – W sekundzie, w której ją ruchał, nie był tym mężczyzną co wszędzie indziej. Zawsze mówił jej do ucha świństwa. – Ale ta cipka nie urosła. Ciasna jak wtedy, kiedy miałaś osiemnaście lat.
– Nie dam rady znowu tyle dni cię nie ruchać. – Całował ją, jakby nie mógł się nasycić, aż nie mogła nadążyć. – Ta rozpustna cipka jest za ciasna. Mokra i ciasna. Doprowadzisz mnie do szału.
Klapanie skóry o skórę wypełniło samochód, mocniej, szybciej, ciężki SUV kołysał się na resorach. Oszałamiająca fala przyjemności ją zalewała, a on wciąż był wokół niej, dysząc w jej włosy — kiedy zadzwonił mu telefon.
Imię na ekranie ją zdruzgotało. Odebrał spokojnie, bez pośpiechu, i włączył głośnik, z kutasem wciąż w niej, biodrami kołyszącymi się raz, drugi, nonszalancko.
– Oskar, zabrałeś Adę? – Głos w słuchawce — znała go od jedenastu lat.
– Jest ze mną – odparł swobodnie. Zerknął na nią. Była kompletnie zamarła.
– No to przyjeżdżajcie wreszcie, oboje. Wszyscy siedzą. Tylko na was czekamy.
– Mamo, korki straszne. – Twarz mu nie drgnęła. Kłamstwo przyszło łatwo. – Nie czekajcie. Zaczynajcie beze mnie.
To był zły ruch. – Co ty mi tu gadasz? Twoja dziewczyna już tu jest, a ciebie nie ma? Zaczynajcie beze mnie, jeszcze czego!
Ada zamarła.
Co ona właśnie usłyszała.
Dziewczyna.
Musiała się przesłyszeć. Następne zdanie Heleny zabiło tę nadzieję.
– Nawet jak korki, to się ogarniaj. Weronika już tu jest — jak możesz być później niż ona? Serio, pierwszy raz przyprowadzasz dziewczynę do domu i tak to wygląda? Nie możesz choć ułamek tego skupienia, które masz w pracy, włożyć w…
Oskar przestał się ruszać. Podniósł telefon i wyłączył głośnik.
Ale co to dało. Ada usłyszała wszystko.
– Sikorska? – usłyszała, jak mówi do słuchawki, jakby pojęcia nie miał, o kim matka mówi.
No tak. Dziewczyna już była u niego w domu, a on udawał, że nie wie.
– Powinieneś był po nią sam pojechać, Oskar. Sabina może następnym razem odebrać Adę, w końcu…
Lekkie zmarszczenie brwi. – Dobra, wystarczy. – Rozłączył się bez wahania.
Ada się nie ruszyła. Wzrok utkwiła w jakimś punkcie po drugiej stronie kabiny. Nawet oddech jej się uspokoił.
Pochylił się do jej ucha. – To nie jest to, co myślisz.
Zaczął tłumaczyć. Odwróciła twarz. – Nic nie myślę. – Głos miała lodowaty. Resztki gorąca sprawiały, że brzmiał szorstko.
Sięgnęła za siebie, na ślepo znalazła jego biodro i przyciągnęła go do siebie. – Po prostu skończ.
Być jego zabawką do ruchania — to było wystarczająco złe. Dorzucanie do tego miłości byłoby i głupie, i żałosne.
Nie ruszył się, więc uniosła tyłek wyżej, poprawiła kąt, jej mokre oczy uniosły się z czymś w rodzaju uwodzicielskiej ostrości, której zwykle sobie nie zadawała.
– No dalej. Wyruchaj mnie.
Odpowiedziała jej cisza.
Wyciągnął z niej kutasa tak gwałtownie, że szarpnęło ją do przodu. Wziął chusteczkę z konsoli, wytarł się kilkoma niecierpliwymi ruchami i zapiął spodnie.
Gorąco między nimi wyparowało. Zastąpiło je coś napiętego i drażliwego.
Po chwili otworzył drzwi, przesiadł się na siedzenie kierowcy i odpalił silnik. Ruszył — ale w złym kierunku. Nie w stronę rezydencji Zarembów. Ada zauważyła, ale nie zapytała. Wciągnęła majtki i oparła się o tylną kanapę.
– Odwieź mnie na kampus – rzuciła.
Spojrzał na nią w lusterko wsteczne, spokojnie. – Jeszcze nie skończyliśmy.
Na pierwszy rzut oka brzmiało to jak rozmowa o pracy. Ciemność w jego oczach — nie.
Więc chodziło o to, co właśnie robili.
– A nie skończyliśmy? – warknęła przez zęby.
– Znasz mnie wystarczająco dobrze. To nie jest odpowiedź?
Szarpnęła za klamkę. Blokada rodzicielska kliknęła bezużytecznie pod jej palcami.
Zadzwonił jej telefon. Na wyświetlaczu: ciocia Helena.
– Nie odbieraj – rzucił.
Nie chciała go słuchać, ale jak miała to wytłumaczyć Helenie? Pozwoliła, żeby zadzwonił raz. Telefon zadzwonił znowu. Odebrała, wahając się.
– Odbierz – odezwał się – a powiem jej o nas.
– Oszalałeś? – syknęła.
Wyglądał na totalnie spokojnego, poza tą lodowatą nutą pod spodem. – I tak chciałem im powiedzieć.
Nie chciała ciągnąć tego tematu. Pozwoliła, żeby telefon się rozłączył.
Dziesięć minut później samochód zatrzymał się przed hotelem.
Próbowała uciec w sekundzie, kiedy wysiadła. Zdążył pierwszy, złapał ją w pasie i podniósł w powietrze.
– Miałem cię dalej ruchać, nie? – Ciepły oddech uderzył ją w ucho. – Czego się teraz boisz?
Droczył się, ale uścisk nie zelżał. Wyzywała go, szarpała się i nic to nie dało. Podszedł parkingowy. Oskar rzucił mu kluczyki bez jednego spojrzenia w stronę holu.
Zamknął drzwi apartamentu piętą. W następnej sekundzie była na łóżku.
Chłodna głębia jego oczu zniknęła. To, co teraz w nich było, ścisnęło ją w piersi.
Zaczęła drżeć mimo woli. Rozerwał jej sukienkę. Jednym ruchem ściągnął jej majtki.
– Hh… – Głos miała mokry. – Oskar Zaremba, ty draniu!
Przyłożył palec wskazujący do jej drżących ust. – Ciii. – Ton miał czuły. – Płakanie i błaganie zachowaj na później. Wtedy działa.
Jej cipka wciąż była mokra i różowa. Rozsunął jej uda i wsunął w nią kutasa z mokrym, słyszalnym pchnięciem.
Tej nocy przygniatał ją do materaca i brał ją całą noc, aż zaczęła lekko krwawić, i dopiero wtedy ją puścił. Była tak wykończona, że ledwo myślała, a tuż przed zaśnięciem mętnie usłyszała, jak Oskar w końcu dzwoni do domu.

⸻ End of Chapter ⸻
All chapters of Ukształtowana Jego Ręką
Comments open to subscribers